ZALOGUJ SIĘ
  zapamiętaj mnie
Tytuł:

  Jeśli nie masz jeszcze własnego profilu w serwisie to wejdź na pokład i dołącz do Nas - założ konto teraz !



Artykuł

Amaenaide yo! - Recenzja

  • Dodano: 2010-03-02
  • 18 komentarzy
  • Odsłon: 9455

Amaenaide yo! - Recenzja

Marzeniem każdego, ale to każdego zdrowo myślącego heteroseksualnego mężczyzny jest drogi alkohol i dalej wybiegające luksusy, a przede wszystkim towarzystwo pięknych kobiet. Taaak... Harem. Obiekt pożądania przedstawionych kawałek wcześniej osobników, niestety tylko niektórym dane będzie posmakować owego szczęścia. A na pewno nie buddyjskim mnichom, którzy swoim stylem życia odbiegają od naszej definicji pojęcia "zdrowo myślący". Toshinori Sogabe postanowił ubarwić nieco erotyczną stronę kapłanów, poprzez bohatera dzisiejszego tekstu. Przed państwem Amaenaide yo!

 

Amaenaide yo! pierwotnie była mangą autorstwa wspominanego już Toshinoriego Sogabe. Rok po premierze, w lipcu 2005 r. Studio Deen stworzyło jej animowaną wersję pod reżyserią Keitaro Motonagi. Japońskie dzieło opowiada o klasztornym życiu młodego adepta buddyzmu o imieniu Ikkou. Ikkou jest ogromnym ignorantem, niechętnie spełnia swe obowiązki, wiecznie narzeka i przynosi hańbę swej świątyni Saien. Wbrew pozorom jego powiązanie z religią jest, jednak nad wyraz duże. Jest on, bowiem uważany za wcielenie legendarnego kapłana, a jego uwolniona moc służąca do oczyszczania dusz jest wprost ogromna. No właśnie, uwolniona. By uwolnić zapieczętowaną moc bohater musi zostać odpowiednio pobudzony. Pobudzenie w tym przypadku definiujemy jako ujrzenie dużych, nagich piersi. W tym niechętną pomocą służy mu szóstka, w przeważającej części hojnie obdarzonych przez naturę, mniszek zgłębiających tajniki swej religii w tej samej świątyni, co nasz heros.

 

Akcja anime nie jest zbyt złożona. Ba! Jest monotonna i schematyczna. Odcinek przebiega zazwyczaj w z góry określony sposób "Wydarzenie, stające się zazwyczaj tematem epizodu -> Wybryk Ikkou -> Walka obowiązkowo zakończona uwolnieniem bohatera". Do tego brak jakiejkolwiek fabuły zdecydowanie nasila pulę minusów tytułu. Oglądalność (w tym przypadku zdatność do oglądania) anime zwiększa, natomiast dość silna dawka humoru, stały punkt w właściwie każdym ecchi. Nie jest niestety, zbyt ambitny, (również przypadłość wielu tytułów ecchi) ale fanom animacji o podtekstach erotycznych nie powinno to przeszkadzać, bo to właśnie do nich jest on kierowany i z pewnością niejednokrotnie wywoła banana na twarzy.

 

Czas na parę słów na temat jakości kreski. Od strony graficznej Amaenaide yo! trzyma należyty poziom. Postacie są odpowiednio zaakcentowane i ładnie wykończone. Animacja jest płynna, a efekty pokroju eksplozji mocy naszego bohatera cieszą oko. Oprawę graficzną należy zaliczyć na plus, bo choć nie wyróżnia się niczym szczególnym całokształt robi dobre wrażenie.

 

Oprawa audio tytułu jest, niestety bezpłciowa. Poza stałymi punktami każdego anime, czyli openingami i endingami ścieżka dźwiękowa nie zawiera w sobie nic więcej, toteż jakakolwiek konkretna wypowiedź na temat tej sfery jest bardzo ciężka. Wspomnieć wypada jedynie, że jakiekolwiek dźwięki zawarte w serii są wesołe i odpowiadają klimatowi całej animacji.

 

Czas nadszedł na podsumowanie. Tytuł nie należy do ambitnych, braków nie nadrabia sferą techniczną, która w najlepszym wypadku reprezentuje wyższe stany średnie. Generalnie niskich lotów ecchi niczym nie wybijające się. A mimo wszystko bardzo dobrze bawiłem się przy owym tytule. Humor serwowany przez twórców przypadł mi do gustu, a kolejna seria, o podtytule Katsu!, nadrabia wiele braków recenzowanej pozycji. Osąd nad sensem oglądania pozostaje, więc do twojej dyspozycji. Jako nałogowy fan ecchi powinieneś to bez marudzenia wciągnąć. Jeśli preferujesz pouczające twory, z pewnością wiesz, że tu nie zabawisz. Pozostałym przedstawicielom płci silnej (tiaaa, męska szowinistyczna świnia) tytuł jest polecany. Hojnie obdarzone panny pozwolą przynajmniej elektronicznie spełnić skryte marzenia.

 

Autor: PiecQa



Średnia ocena: 28
Głosuj:


Komentarze:

jeremi360 | 2011-03-22 07:03:10
Może obejżę
ZDZICHERa | 2011-03-12 21:03:25
Hehehe ciekawy wstęp, może kiedyś obejrzę!
grzegorz316 | 2011-02-28 16:02:12
Bardzo dobra recenzja.
Oj oglądnęło by się 3 serie, ale chyba nic z tego sad. W necie nie znalazłem żadnych informacji o 3 serii.
Anime ma tak dużą dawkę humoru(prawie dorównuje Green Green), że nikt się na tym anime zawiedzie. Wbrew temu co wyczytałem na innych stronkach(żeby tak skrytykować to anime, nie mam pojęcia dlaczego). Dlatego nie kieruje się takimi opiniami w wyborze anime. Co prawda pierwsza seria jest taka sobie, ale za to druga nadrabia straty. Polecam wszystkim lubiącym duża dawkę humoru. Oglądnąłem i wcale tego nie żałuje. Powinni robić więcej takich humorystycznych serii. Pozdro
Tobi78 | 2010-12-26 11:12:05
Fajna recenzja, a anime też zapowiada się o dość ciekawie Zwłaszcza, że to harem co jest już zdecydowanym plusem
Sayaa | 2010-10-27 22:10:33
Gdy zaczynałam życiowy przełom z anime to było jedno z moich pierwszych i powiem że mimo oglądałam to ostatni raz jakieś ponad cztery lata temu - do dziś mam te śmieszne scenki i wpadki, walczenie z duchami itp. ^^ Anime z humorem ^^ recenzja za plus
Zobrak80 | 2010-08-23 13:08:29
A moze jednak, coz, nie ocenia sie ksiazki po okladce. Nawet 1 odcinka nie widzialem.
Zobrak80 | 2010-08-23 12:08:25
Wspaniala recenzja, ale ja jednak szukam czegos innego. Dobra, jade dalej.
KuRado | 2010-07-01 10:07:28
widzialem pierwszy odc. i powiem ze mnie zainteresowalo to anime, + za recenzje
Kiddo | 2010-05-22 23:05:30
0(głębszej) fabuły + ecchi + harem = Amaenaide yo!
lejnad | 2010-04-20 22:04:10
Dobra robota! ;p
1 2
Aby pisac komentarze musisz się zalogować



Aktywność zalogowanych


reklama

Klany



Masz pytanie zapytaj Moderatora Darus437
gg: 1822838




reklama