ZALOGUJ SIĘ
  zapamiętaj mnie
Tytuł:

  Jeśli nie masz jeszcze własnego profilu w serwisie to wejdź na pokład i dołącz do Nas - założ konto teraz ! Nie czekaj i wejdź na Fanpage KreskowkaPL


Artykuł

Death Note - Recenzja

  • Dodano: 2013-07-21
  • 51 komentarzy
  • Odsłon: 31335

Death Note - Recenzja

Miłość. Może być różnoraka i określić ją można na tyleż sposobów. Skrywana, nieudana, dla pieniędzy, namiętna, pusta. Wymieniać można bez końca, ale dziś zajmiemy się pewnym szczególnym rodzajem miłości. Jest to miłość, której się nie zapomina - pierwsza miłość. Ja swojej nie zapomniałem i dziś chciałbym o niej opowiedzieć. Wspomnieć należy, że ludzie jako stworzenia konsumpcyjne otaczać mogą uwielbieniem także przedmioty martwe, jednakże moje zauroczenie nie dotyczy mebli, za które zapłaciłem trzy tysiące. Mowa tu o, a jakże, filmach i serialach animowanych rodem z Japonii. Moja pierwsza miłość była także prawdziwą, po dziś dzień zajmuje ogromną cząstkę mego serca. A teraz darujmy sobie miłosne banialuki, na scenę wkracza arcydzieło w dziedzinie animacji - Notatnik Śmierci a.k.a Death Note.

 

Pierwowzorem dla animacji ze stajni studia Madhouse, w reżyserii Tetsuro Arakiego była manga Tsugomiego Oby. Death Note odpowiada o Light'cie Yagamim, licealiście-geniuszu. Lighta poznajemy, gdy spędza kolejny dzień w szkole zbierając kolejne świetne oceny. Wyglądając przez okno dostrzega czarny notatnik spadający dosłownie z nieba na szkolny trawnik. Zainteresowany sytuacją na przerwie podnosi go i bada jego zawartość, jednak zostawia go w tym samym miejscu, by ostatecznie wrócić z nim do domu. Notatnik na pierwszej stronie zawiera instrukcje posługiwania się nim. Jak głosi... służy on do zabijania ludzi! Wpisując imię i nazwisko osoby, której znamy twarz, doprowadzamy ją, standardowo, do zawału serca. Notatnik pozwala w pełni kontrolować śmierć danej osoby, młody Yagami może określić miejsce, czas i sposób w jaki umrze jego ofiara. Choć Light nie wierzy w to wszystko, przekonuje się po próbie na przestępcy pokazanym w telewizji.

 

Bohater odnajduje w tym możliwość oczyszczenia świata z przestępców i stania się bogiem tego świata. Towarzyszy mu w tym Bóg Śmierci (jap. Shinigami) - Ryuuk. Istota nie z tego świata, twórca notatnika, w którego posiadanie wpadł Light. Bohaterskie działania Yagamiego docierają na cały świat, w Japonii staje się bohaterem i otrzymuje przydomek Kira (z jap. zabójca). Na przeciw działającemu skrycie bohaterowi wychodzi L - legendarny detektyw z setką rozwiązanych spraw za sobą. Oficjalnie tępi działania Kiry i wypowiada mu wojnę. Wojnę dwóch potężnych umysłów.

 

Wojna ta staje się motywem przewodnim całego anime. Pomysł sam w sobie ciekawy, jednak diabeł tkwi w szczegółach. Sposób, w jaki dwaj geniusze toczą między sobą walkę jest istną rewolucją i ewenementem wśród anime. Domniemać można jedynie, że stwórca jest albo doświadczonym detektywem, albo genialną i pomysłową istotą na miarę bohaterów jego dzieła. Po dziś dzień wyszukuje się pozycji podobnych do Death Note'a i jedynym cudem techniki umywającym się do tegoż serialu jest Code Geass (aczkolwiek to też inny poziom), którego recenzję możecie przeczytać w naszym serwisie. Główną siłą Notatnika jest właśnie strona fabularna, która w niespotykany dotąd sposób pokazuje potęgę ludzkiego umysłu. Tego opisać się po prostu nie da i samemu na własne oczy ujrzeć, o czym dokładnie mowa. Jednakże, nie tylko opowieścią człowiek żyje...

 

Strona wizualna również jest atutem obiektu recenzji. Madhouse stanął na wysokości zadania. Grafika jest w głównej mierze feerią ciemnych barw, co daje dobry, a przede wszystkim ciekawy efekt, w połączeniu z płynną animacją. Przejścia video, m.in. gdy Light z podnieceniem rzuca się w celu zapisania kolejnej kartki notatnika również są dobrą wizualną stroną pozycji. Rzeczy stanowiące drugi, czy nawet trzeci plan są nieco rozmazane, co bynajmniej nie jest wadą. Sfera wizualna, jak widać, choć nie jest rewolucyjna, stanowi jasną i klarowną część anime.

 

A teraz sfera audio. No cóż... Oprawie graficznej można było w najlepszym razie dać naciąganą piątkę. Oprawa dźwiękowa to z kolei kolejna rewolucja porównywalna do fabuły anime. Powiem tylko, że jedyny ending, który mnie uwiódł był właśnie pierwszy ending właśnie Notatnika Śmierci. Podobnie z openingiem, który po dziś dzień jest najbardziej błogosławioną przeze mnie czołówką na świecie. Reszta soundtracku autorstwa Taniuchiego Hideki i Yoshihisy Hirano to również poezja, która pozwala jeszcze dobitniej dać wciągnąć się w magię tego utworu. Sfera ta posiada, niestety, również pewne minusy. Tyczy się to głównie drugiego openingu i endingu, gdzie autorzy postanowili uraczyć nas hardkorowo-metalowymi przygrywkami. Przede wszystkim nie lubię takich brzmień, dodatkowo tego typu muzyka zdecydowanie nie pasuje do charakteru animacji. Poza tym tego typu diametralne zmiany charakterów piosenek nie są raczej wskazane.

 

Niestety, pozycja, choć bez zbędnego gadania, wybitna, ma swoje wady. Jedną z nich, aczkolwiek niewielką są pewne błędy w doborze podkładu muzycznego. Poważniejszym jest utrata klimatu, której przynajmniej ja doznałem. Pierwsze odcinki zakręciły mnie sobie wokół palca i z każdym kolejnym odcinkiem coraz bardziej uwodziły. Byłem wobec siebie takim sadysta-masochistą, że umyślnie oglądałem zaledwie 3-4 odcinki, by po tygodniu wrócić i ponownie dać wchłonąć się przez magiczny świat Kiry. W pewnym momencie doszło, jednak do zbyt wielu zwrotów akcji, które nie trafiły w moje gusta. W połączeniu z nietrafioną ścieżką dźwiękową w późniejszym etapie nieco zniechęciłem się do tytułu, który z początku tak pokochałem. Chybione zwroty akcji tak na mnie zadziałały, że aż chce się zacytować pewną piosenkę: "Otwierasz dłoń i wbijasz, uderzasz jak pijak. Zabijasz siebie, ją i przyjaźń, i miłość, co była."

 

Nieubłaganie nadszedł czas podsumowania. Nie będę kłamał, w późniejszym okresie utwór zaczął mnie nieco zawodzić, aczkolwiek nadal było to wspaniałe dzieło z japońskiej kuźni. Chodzi głównie o różnicę między magicznym, urzekającym początkiem. Czego by nie mówić, Death Note jest arcydziełem w dziedzinie animacji i mangi, i ogromnym grzechem jest nie zapoznać się z nim. Wstyd również nie zakochać się w tym tytule. Drugiego takiego anime nie będzie, albowiem król jest tylko jeden, toteż należy najeść się nim do syta. Dobra. Stygnie mi grochówka, ciao!

 

Autor: PiecQa



Średnia ocena: 60
Głosuj:


Komentarze:

zazu14 | 2013-02-26 22:02:41
jedno z pierwszych obejrzanych przeze mnie anime. Świetne , bardzo wciągające.
Gokufinal | 1970-01-01 01:01:00
*****ane
gokufinal | 1970-01-01 01:01:00
*****ane
Wybrany | 1970-01-01 01:01:00
jak ktoś gra w tibie niech obejrzy to (User SPAMUJE)
Wybrany | 1970-01-01 01:01:00
jak ktoś gra w tibie niech obejrzy to (User SPAMUJE)
DarkAngel69 | 2012-10-20 22:10:12
Też mi się zdaje ze japońskie imię Raito brzmi dużo lepiej niż po angielsku Light. Mi się bardzo spodobał pierwszy opening za to.. świetny po prostu ^^ anime było świetne jak dla mnie ^^ a co do recenzji to świetna.
Yumi--Chan | 2012-09-16 16:09:17
Właśnie znajoma poleciła mi tą animkę, a po przeczytaniu recenzji jeszcze bardziej się na to napaliłam. Czas oglądać ;3
DetektywL | 2011-11-24 22:11:22
To najlepsze anime jakie widziałam do tej pory. Rewelacyjna fabuła, muzyka i bardzo ciekawi bohaterowie szczególnie L Akcja cały czas trzyma w napięciu, strasznie wciąga ale po tym co się stało nie chciało mi się już tego anime oglądać. Ale po roku jednak wzięłam się za nie ale to już nie było to. Końcówka strasznie mnie zdołowała, bardzo smutna ale anime godn zapamiętania. Brawa za autora, który jest geniuszem, że wymyślił tak wspaniałe anime!!
old-shatterhand | 2011-10-31 21:10:07
mogę to określić jednym zdaniem: Najlepszy tytuł jaki widziałem!!!
Gler-rior4 | 2011-09-22 18:09:31
Najciekawsze anime, jakie znam i pierwsze, które oglądnąłem całe bez opuszczenie nawet jednego odcinka XD
1 2 3 4 5 6
Aby pisac komentarze musisz się zalogować
reklama


Aktywność zalogowanych

  • Brak danych

Klany



Masz pytanie zapytaj Moderatora
gg: 873717




1
reklama