ZALOGUJ SIĘ
  zapamiętaj mnie
Tytuł:

  Jeśli nie masz jeszcze własnego profilu w serwisie to wejdź na pokład i dołącz do Nas - założ konto teraz !


Artykuł

Ef - a tale of melodies - Recenzja

  • Dodano: 2010-12-29
  • 9 komentarzy
  • Odsłon: 6359

Ef - a tale of melodies - Recenzja

    W ostatniej recenzji omawialiśmy Ef – a tale of memories, teraz, tak jak obiecałam, zakończymy cały cykl owego anime analizując Ef – a tale of melodies. Druga seria, podobnie jak jej poprzedniczka składa się z 12 odcinków jeszcze bardziej naszpikowanych dramatyzmem połączonym z typową grafiką i jeszcze lepszą muzyką.

    Yuu Himura wybrał się na spacer. Po drodze widzi szybujący papierowy samolocik, który spada mu tuż pod nogami. Yuu podnosi go i spogląda w górę, gdzie na dachu jednego z pobliskich budynków widzi długowłosą dziewczynę. Z ciekawości idzie do nieznanej mu istoty. Podczas krótkiej wymiany zdań, okazuje się, że nastolatka zna naszego bohatera, ten natomiast nie może sobie przypomnieć kim owa osoba jest.

    Mizuki Hayama przyjechała w odwiedziny do swojego kuzyna Renjiego, który bezskutecznie próbuje ją obudzić z samego rana. Gdy już udaje się jej podnieść z łóżka zasiada razem z rodziną do śniadania. Wtedy też opowiada jaką piękną grę na skrzypcach usłyszała tuż przy kościele. Chłopak stwierdza, że to pewnie grał ich sąsiad, zawodowy skrzypek Kuze Shuichi. Dziewczyna koniecznie chce go poznać. Pomimo sprzeciwów Renjiego udaje się nastolatce namówić rodzinę, by zapoznali ją ze znakomitym skrzypkiem.

 Wraz z kontynuacją poznajemy nowych bohaterów, a także rozwija się wątek postaci pobocznych występujących w części pierwszej, mam tu na myśli Yuu i Yuuko. Co prawda nie żegnamy się z poprzednimi ulubieńcami, bo nadal występują w anime, są jednak bohaterami drugoplanowymi. Autorzy ukazują nam przeszłość niektórych bohaterów, nie skupiamy się jedynie na tym co jest, ale również na tym, co było. Wiele niewyjaśnionych sytuacji, które nie doczekały się rozwiązania w pierwszej serii znajdujemy w drugiej, dzięki temu nasze puzzle owego anime zaczynają się układać w logiczną całość. Tym razem twórcy serwują nam jeszcze więcej dramatyzmu i tragizmu postaci, tym samym ograniczając humor do minimum, kiedy w pierwszej serii można było jeszcze go wyczuć tak w drugiej nie mamy takiego szczęścia. Czasami owy tragizm wydaje się wręcz wymuszony. Gdy nastają już chwile, gdzie myślimy, że nasi bohaterowie będą szczęśliwi, autorzy stawiają im jeszcze więcej kłód pod nogi. Wtedy też widz zaczyna wątpić w to, że już cokolwiek dobrego może spotkać naszych ulubieńców. Jest coś, co w całym anime nie ulega zmianie, mianowicie skupiamy się na psychice bohaterów. W tym pomagają nam kadry złożone jedynie z jednolitego tła z napisem oraz głosem wybranego bohatera, które często są wtrącane w sam środek akcji. W tę serię twórcy włożyli większą ilość tego co we wcześniejszej urzekało widza, mianowicie przemyślany dramatyzm przedstawiony świetną kreską i dobrą muzyką. Jednak, czy tym samym nie przesadzili? Wielu z Was zapewne będzie zachwyconych tymże zabiegiem, ale wśród fanów znajdą się także takie osoby, którym się to nie spodoba, ja należę do tych pierwszych.

    Grafika praktycznie niczym się nie zmieniła. Znów wylewa się z serii masa eksperymentów, które wpadają w oko, np. tło nieba widoczne we włosach jednej z bohaterki.  Dosyć interesujący zabieg. Rysownicy zastosowali różnorodne efekty, które potęgują w widzu emocje. Postacie narysowane są kreską miłą dla oka, podobnie jak w pierwszej serii. Graficy skorzystali z kontrastu, który jeszcze bardziej uwydatnia barwy kolorów użyte do ekranizacji. Mogę śmiało stwierdzić, iż twórcy znów popisali się swoimi zdolnościami graficznymi.

    Tenmon nie zawiódł fanów, wprowadzając zmysłową i kojącą muzykę. Tym razem możemy odpłynąć nie tylko pod wpływem łagodnej muzyki wydobywającej się spod klawiszy pianina, ale także strun skrzypiec. Wiele utworów na nich bazują w szczególności, gdy rozgrywa się wątek dotyczący Miauki i Kuze. Jako opening użyto piosenki Elise Ebullient Future zaśpiewanej w języku angielskim. Endingi są wykonywane przez seiyuu naszych bohaterek, co daje nie lada klimacik.
   
    Cóż mogę powiedzieć na zakończenie? Na pewno to, że jeżeli komuś do gustu przypadła seria pierwsza, to również ta powinna, jednakowoż nie musi. Jest to coś dla fanów dramatu, który można spotkać praktycznie na każdym kroku w anime. Ponadto, jeżeli podejmiecie się sprawdzenia Ef – a tale of melodies zaopatrzcie się w chusteczki, ponieważ mogą się przydać.

 

Autor: Regalelilium



Średnia ocena: 17
Głosuj:


Komentarze:

ZDZICHERa | 2011-03-05 22:03:28
Ogladałam to anime i polecam je każdemu, kto lubi sobie trochę popłakać, pośmiać i powzdychać do ekranu.
Z początku do tego miałam mieszane uczucia, ale w końcu sie przekonałam i jestem zadowolona, ze obejrzałam to anime! POLECAM!
grzegorz316 | 2011-02-17 23:02:09
Świetna recenzja, nic dodać nic ująć. 6+
Szafir | 2011-02-04 20:02:20
ciekawa recenzja 6/6
Krzyku | 2011-01-04 20:01:39
Ktoś się napocił
LordThor | 2011-01-03 20:01:39
Ciekawa szczegulowa recenzja jak dla mnie 6+
-Itachi- | 2010-12-30 21:12:09
Świetna recenzja , oczywiście po oglądnięciu pierwszej serii biorę się za drugą xd ; D
Hinata11 | 2010-12-30 17:12:24
Świetna recenzja +
JoannaNowak | 2010-12-29 23:12:35
Podoba mi się ta recenzja bo jest i ciekawa i godna polecenia innym
Sama bym chętnie kilka recenzji widziała swoich na tym portalu ale jakoś nie mam na to czasu i odwagi by umieszczać swoje myśli tutaj
GRATULUJĘ
Mariola | 2010-12-29 21:12:03
Jak zawsze Rega świetna recenzja miło się czyta
1
Aby pisac komentarze musisz się zalogować
reklama


Aktywność zalogowanych


reklama

Klany



Masz pytanie zapytaj Moderatora Darus437
gg: 1822838




reklama