|
|
Jeśli nie masz jeszcze własnego profilu w serwisie to wejdź na pokład i dołącz do Nas - założ konto teraz !

Każdy z nas ma w sobie lenia. Ujawnia się on zwykle wtedy, gdy mamy dużo rzeczy do zrobienia lub, gdy po kilku miesiącach zimy, w końcu można dostrzec za oknem słońce. Jednakże są ludzie, którzy swoją leniwością biją nas wszystkich na głowę. Taki jest, między innymi, Ryner Lute – główny bohater anime The Legend Of The Legendary Heroes.
Dzieciństwo Rynera nie było proste. W wiosce, w której mieszkał, uważano go za potwora, dlatego że jest właścicielem Stygmatu Alfy. Wielokrotnie próbowano go z tego powodu zabić. Gdy trochę podrósł trafił do szkoły wojskowej, w której jego życie stało się jeszcze większym koszmarem. Razem z innymi dziećmi był szkolony na bezlitosnego żołnierza i wysyłany na pole bitwy. Dzięki temu stał się silny, lecz mało kto wiedział jak potężny był naprawdę.
W pierwszym odcinku poznajemy go, gdy razem z Ferris Eris, poróżuje w poszukiwaniu Reliktów Bohaterów. Na pierwszy rzut oka widać, że to dobrana para. Ich poczucie humoru idealnie się uzupełnia, mimo że cechy charakteru mają całkowicie różne. W późniejszych odcinkach pojawia się wiele innych postaci, a my dowiadujemy się, co działo się, zanim Sion Astal został królem i wysłał nieszczęsną dwójkę na poszukiwanie owych reliktów. Kim jest Sion? Najkrócej rzecz ujmując, jest nieślubnym synem poprzedniego króla. Co łączy go z Rynerem i Ferris? Tego pierwszego poznał w szkole, do której uczęszczał kilka lat wcześniej. Zostali dobrymi przyjaciółmi, chociaż nie do końca przez przypadek, bo było im to przeznaczone. Ich przeszłość i wątki związane z reinkarnacją, są bardzo zagmatwane. Co łączy ich z tytułowymi Legendarnymi Bohaterami? To chyba największa zagadka tego anime.
Natomiast Ferris Eris jest młodszą siostrą doradcy Siona i zarazem jedną z najbardziej uzdolnionych wojowniczek królestwa Rolandu. Mimo, że cała misja nie była jej na rękę, wystarczyła jedna mała groźba króla, by wyruszyła na nią ochoczo. Przecież nie mogła dopuścić do tego, by zamknięto wszystkie sklepy z dango, które tak uwielbiała. Podczas podróży to właśnie ona zmusza Rynera do wykonywania ciężkich i wyczerpujących zadań, jak na przykład niesienie wielkiego plecaka wypełnionego przysmakami, oraz angażuje go w kłopotliwe walki, na które wcale nie ma ochoty. Ryner, jak co jakiś czas powtarza, bardzo chętnie spałby pięćdziesiąt godzin na dobę. Na szczęście nie może, bo nie pozwala mu na to wartka akcja anime.
Mogłabym pisać o postaciach jeszcze przez trzy akapity, jak nie więcej, lecz ciężko jest to robić i nie zdradzić przy okazji istotnych szczegółów fabuły. Ogólny wątek dotyczy poszukiwania reliktów przez Rynera i Ferris, ale równocześnie śledzimy też starania Siona by zapobiec wojnie. Zabawne, jak łatwo można zawęzić fabułę tego anime. Do jednego zdania. Tylko jak teraz przekonać Was, że dzieje się tam o wiele, wiele więcej? Żebym mogła to zrobić, musiałabym zrobić coś, czego nie znoszę, czyli zacząć spoilerować. Powiem więc tylko, że przeplatające się wątki, nie dadzą wam się nudzić. Znajdziecie tu romans i namiastkę ecchi, ale również zapierające dech w piersiach walki i szokujące intrygi.
Akcja anime nie dzieje się w jednym czasie, co jest zdecydowanym plusem, ponieważ w ten sposób o wiele przejrzyściej da się wyjaśnić pewne zdarzenia z życia bohaterów, niż na przykład wtrącając urywki wspomnień do ogólnych odcinków. Mimo, że czeka nas wtedy zupełny zwrot akcji, to wracając do bieżących wydarzeń będziemy czuć niedosyt. Dlaczego? Ponieważ to właśnie z wcześniejszych losów bohaterów wyniknęła ich teraźniejszość, a w tym anime jest to bardzo istotne i przedstawione w bardzo ciekawy sposób. Jednakże uczucie niedosytu nie będzie nam towarzyszyć długo. Nie pozwoli na to nastrój serii. Tutaj dowcip goni dowcip, a przekomarzające się ze sobą postacie, są w stanie rzucić oglądającego na kolana i sprawić, ze będzie płakać ze śmiechu i tarzać się po podłodze.
Oprócz momentów wesołych pojawiają się też momenty wzruszające i smutne, które potrafią wyciskać łzy. Mało które anime łączy w sobie te elementy tak, że nie sprawiają wrażenia sztucznych lub naciąganych. Twórcom The Legend Of The Legendary Heroes wyszło to doskonale.
Reżyserią zajął się Itsuro Kawasaki, a projektem postaci Noriko Shimazawa. Oboje wykonali kawał naprawdę dobrej roboty, ponieważ stworzyli niepowtarzalne anime ze wspaniałymi postaciami. Jedynym co zawodzi w serii jest muzyka. Nie mam na mysli efektów dźwiękowych, ponieważ te wykonane przez Yasumasa Koyamę są całkiem przyzwoicie. Porażką są niestety opening i ending. Piosenki w ogóle nie są melodyjne, do tego animacja im towarzysząca (mam tutaj na myśli w szczególności ending) nie jest zbyt ciekawa. Chociaż niektórzy mogliby stwierdzić, że ma po prostu charakter refleksyjny. Ja jednak liczyłam na coś lepszego, nawet jeśli nie żywszego, to przynajmniej wpadającego w ucho. Wiele produkcji udowodniło, że można stworzyć spokojną i stonowana czołówkę trzymającą poziom. Szkoda, że tutaj odniesiono klęskę. Na szczęście zarówno opening i ending można przewinąć. Jeśli chodzi o głosy postaci, to są one na zupełnie innym poziomie niż muzyka, po prostu czysta perfekcja. Ayahi Takagaki, Jun Fukuyama i Daisuke Ono są znani z takich anime jak Durarara, Bleach, Code Geass, Kuroshitsuji, czy Higurashi.
Serię polecam oglądać w wysokiej jakości, gdyż takie cudo szkoda przegapić. Grafika prezentuje najwyższy poziom. Postacie są naprawdę ładne, proporcje ciał idealnie zachowane, a mimika ich twarzy oddaje wszystkie możliwe emocje. Tła, walki, ogólnie cała animacja zrobiona jest bardzo profesjonalnie, odcinki przyjemnie się ogląda. Moja uwagę zwróciły nasycone barwy i błyszczące włosy postaci, w których obecne są refleksy (panie na pewno wiedzą, co mam na myśli). Grafika przypomina tą w Zero no Tsukaima, lecz według mnie jest jeszcze o jeden poziom wyżej. Jeśli jesteś koneserem ładnej kreski, The Legend Of The Legendary Heroes na pewno cię nie zawiedzie.
Wypadałoby to wszystko jakoś ładnie podsumować, a ja wciąż mam wrażenie, że powinnam w tej recenzji zawrzeć dużo, dużo więcej. Ale niestety tego anime nie da się ot tak po prostu opisać. Je trzeba zobaczyć. Magia, pojedynki, humor, komedia i akcja was zaskoczą. Więc nie czekając ani chwili dłużej, wejdźcie w kategorię The Legend Of The Legendary Heroes i przekonajcie się, że to anime jest właśnie tym, którego szukacie. Gdy już dotrzecie do ostatniego, dwudziestego piątego odcinka, na pewno dołączycie do rzeszy ludzi, którzy z niecierpliwością czekają na druga serię.
Autor: Arwenka


tylko wolałbym żeby była to recenzja 2 seri 

