Serwis na sprzedaż, więcej informacji: https://allegro.pl/oferta/portal-kreskowka-pl-8024957983
ZALOGUJ SIĘ
  zapamiętaj mnie
Tytuł:
Serwis na sprzedaż, więcej informacji: https://allegro.pl/oferta/portal-kreskowka-pl-8024957983

Talenty » Talent literacki » Brak tytułu xD(jak ktoś przeczyta to niech pomoże mi wymyślić tytuł)^^

Prolog

Moje życie nigdy nie było usłane rĂłżami. Zawsze miałam wiele problemĂłw, ale nawet w najgorszych koszmarach nie spotkało mnie coś tak strasznego. Stałam sparaliżowana strachem i patrzyłam jak kilka zakapturzonych postaci zbliża się do mojego ukochanego. Tylko jak to jest możliwe ze chcą zrobić krzywdę aniołowi? Chłopak ostatkiem sił prĂłbował się bronić, lecz ze złamanym skrzydłem nie dawał rady.Nie mogłam na to wszystko patrzeć. Płakałam ale nie wiedziałam co robić i nagle coś we mnie pękło. Rzuciłam się biegiem w stronę dziwnych postaci, po drodze podnosząc z ziemi długi, wąski miecz. Parzył mi rękę. Zaciskając zęby , zaczęłam wymachiwać nim na wszystkie strony, mając nadzieję ze powstrzymam wroga. W pewnym momencie poczułam ostry, przeszywający mĂłj mĂłzg bul. Spojrzałam w dĂłł i zobaczyłam wbite ostrze i rosnącą plamę krwi. Przeciwnik wyszarpną miecz, a ja osłabiona osunęłam się na ziemię. MĂłj ukochany krzyczał rozpaczliwie moje imię i żebym uciekała, ale brakło mi sił. Ostatnie co zobaczyłam to ostrze miecza sunące w prost na mnie, a następnie pojawiła się ciemność.

rozdział 1

Lato. Już od tygodnia mieliśmy w Kalifornii wakacje. Wtedy myślałam że znĂłw spędzę je tak samo jak zawsze. Jakże się myliłam.
-Emily!Wstawaj!Śniadanie gotowe-
- Już wstaję!- Tak naprawdę już od dłuższego czasu nie spałam. Wiem nawet kiedy mĂłj tata pojechał do pracy. Podniosłam się leniwie z łĂłżka, przeciągnęłam jak kot i poszłam otworzyć okno. Wystawiłam głowę i odetchnęłam świeżym powietrzem. (fajnie jest mieszkać na przedmieściach). Pogoda była cudowna. Było ponad 25 stopni ciepła w cieniu , przy braku wiatru. Na czystym niebie świeciło słoneczko. Ten widok poprawił mi humor. Z uśmiechem podeszłam do regału na ktĂłrym stała mała, czarna wieża. podkręcając trochę głośność, włączyłam moją składankę ulubionych piosenek. OdwrĂłciłam się i rozejrzałam po pokoju. Samo pomieszczenie było niewielkie. Po mojej lewej stronie, znajdowały się drewniane drzwi prowadzące na korytarz. Po ich jednej stronie stała duża szafa na ubrania, natomiast po drugiej wisiało potężne lustro, oprawione w śliczną pozłacaną ramę. za mną stało biurko i regał zastawiony książkami, figurkami i pudełkami na biżuterię. Na przeciwko były drzwi do małej łazienki. Na przeciwko drzwi do pokoju stało drewniane, duże łĂłżko, obok stał nocny stolik. Na ścianie znajdowało się wielkie okno oraz wejście na balkon. Ściany były pomalowane na kolor brzoskwiniowy. Na środku jasnej, drewnianej podłogi, leżał puchowy, kremowy dywanik. W tanecznym kroku podeszłam do szafy, wyjęłam ciuchy i poszłam do łazienki wziąć prysznic. To pomieszczenie też było przyjemnie urządzone. Podłoga i ściany były pokryte niebieskimi kafelkami. Na podłodze leżał jasno żĂłłty, gumowy dywanik. Na przeciwko wejścia stała mała umywalka, a nad nią wisiało niewielkie lustro. Po lewej stronie wisiały pĂłłki zastawione kosmetykami i innymi rzeczami, a po prawej stałą kabina prysznicowa. Zdjęłam piżamę i wrzucając ją do kosza ktĂłre stało obok drzwi, podeszłam do lustra. Przyjrzałam się swojemu odbiciu. Orzechowo brązowe włosy okalały smukłą bladą twarz. Oprawione w gęste, długie rzęsy, szarozielone oczy były roześmiane. Blado rĂłżowe usta były wykrzywione w wesołym uśmiechu. Byłam osobą szczupłą i dość niską jak na te 16 lat. Z westchnieniem weszłam pod prysznic. Umyłam się dość szybko. Wychodząc z kabiny, sięgnęłam po ręcznik. Zaczęłam się starannie wycierać. Ubrałam się i wyszłam z łazienki. W zamyśleniu zaczęłam ścielić łĂłżko. Zastanawiałam się co będę dzisiaj robić, gdy nagle z rozmyślań wyrwał mnie głos mamy.
-Emily, śniadanie ci stygnie.- Stała w drzwiach i podpierała się na bokach. Była niby surowa, a w oczach tańczyły jej iskierki wesołości.
- Już schodzę mamo.- Uśmiechnęłam się wesoło. Mama odwzajemniła go.
-Dobrze.- Już wychodziła jak nagle się odwrĂłciła.
-A zapomniałabym. Zoey dzwoniła.-
-CO??? kiedy?- Stałam jak wryta. Zoey była moją jedyna przyjaciĂłłką. Wysoka, szczupła blondynka o niebieskich oczach i niesamowitym poczuciu humoru. Trzymałyśmy się razem od 4 klasy podstawĂłwki.
-Jakieś 20 minut temu. MĂłwiła że chce się z tobą spotkać. Przyjdzie po ciebie o 11:30.- OdwrĂłciłam się i spojrzałam na zegar, ktĂłry wskazywał godzinę 10:50. Miałam raptem 40 minut na to żeby zjeść śniadanie i przygotować się do wyjścia.
- Czemu nie powiedziałaś mi tego wcześniej?- Uśmiechnęła się do mnie z politowaniem.
-Jak się pośpieszysz to zdążysz ze wszystkim.- Wyszła z pokoju. zamykając za sobą drzwi. Podeszłam do wieży, wyłączyłam ją i puściłam się biegiem na dĂłł do kuchni. Na schodach się prawie przewrĂłciłam. Po chwili siedziałam już przy stole i jadłam mojego omleta posmarowanego truskawkowym dżemem. Na przeciwko mnie siedziała moja mama i popijała kawę. Dopiero teraz się jej przyjrzałam. Czarne włosy miała spięte spinka na czubku głowy. W oczach było widać rozbawienie. Była ubrana w bluzkę z krĂłtkim rękawkiem i powiewną lekką spĂłdnice.
- Stało się coś?- patrzyła się na mnie pytająco. Szybko przeniosłam wzrok na swĂłj talerz.
- Nie nic. dziękuje za smaczne śniadanie.- Uśmiechnęłam się promiennie i wrĂłciłam do pałaszowania omleta. Po skończeniu posiłku poszłam pozmywać, a potem pobiegłam do pokoju. Rzuciłam się do szafy przeszukując ją. Co ja miałam ubrać. Grzebałam i grzebałam w niej aż w końcu zdecydowałam się na krĂłtkie, dżinsowe spodenki , biały top z podobizną Kiby z Wolf's Rain i białe zakolanĂłwki. Włosy związałam w dwa kitki. Poszłam do łazienki i zrobiłam se leciutki makijaż. Zabrałam torebkę i wyszłam z pokoju. Na schodach usłyszałam dzwonek do drzwi. *To pewnie Zoey* pomyślałam po czym zbiegłam z reszty schodĂłw i otworzyłam drzwi. Jak ujrzałam moją przyjaciĂłłkę to normalnie szczęka mi opadła. Była ubrana na czarno, Top odkrywający jej kawałek brzuszka, krĂłtka plisowana mini, i wysokie buty. Włosy miała rozpuszczone. Na twarzy malował się wielki uśmiech.
-Cześć moja kochana Emy- Uściskała mnie na powitanie.
-Cześć Zo- Odwzajemniłam uścisk.
- Wyglądasz bardzo . . .-
-Seksownie? tak wiem. Ty też wyglądasz ślicznie. Zwłaszcza z ta koszulką z Kiba.-Puściła mi oko. Była jedną z niewielu osĂłb ktĂłre popierało moją miłość do anime i mangi. Raz na urodziny kupiłam mi nawet całą serię Vampire Knight.- to co idziemy- Zapytała z nagłą radością w głosie.
-A gdzie idziemy?- Zastanawiałam się co ta znowu wymyśliła dla nas.
-Eh ziemia do Emy. Idziemy na zakupy, a potem na plażę.- powiedziała, przewracając oczami. Roześmiałam się na widok tej miny. Zo nie wytrzymała i też zachichotała.
- A no tak. Czekaj ubiorę buty i możemy iść.- Gdy zakładałam buty, podeszła do nas moja mama.
-Dzień dobry pani Rebriht- Przywitała się grzecznie blondyna.
-Witaj Zoey. Miło cie widzieć. Jak się udał wyjazd?-Mama uśmiechnęła się ciepło do dziewczyny. Zo rĂłwnież się uśmiechnęła.
-Mnie rĂłwnież. Wyjazd oczywiście się udał. tak jak zawsze.- Dziewczyna zawsze była grzeczna i milutka przy mojej mamie. Gorzej jeśli nie było nikogo dorosłego w pobliżu a byli jacyś fajnie chłopcy.
-Rozumiem. Emy gdzie idziecie?- ZwrĂłciła się do mnie z uśmiechem na twarzy.
-Idziemy na zakupy a potem na plaże.- Powiedziałam szczerząc się od ucha do ucha.
-Aha. dobrze ale nie wracaj zbyt pĂłźno dobrze kochanie?-
-spokojnie mamo będę gĂłra o 19:00 w domu-
-dobrze.- Podeszła bliżej i przytuliła mnie mocno na pożegnanie.
- Papa mamo.- wyplatałam się z jej objęć, uśmiechnęłam się promienni po czym wyszłam z domu.
-Papa Emily. do widzenia Zoey- *Ah ta moja mama*
- Do widzenia proszę pani- OdwrĂłciłyśmy się i poszłyśmy w stronę centrum miasta. Teraz gdy byłyśmy z dala od mojej mamy, mogłyśmy się już rozluźnić i byś sobą.
-Rany jak ja za tobą tęskniłam- pożaliła się Zo.
-Mnie też cię brakowało, ale powiedz poderwałaś jakiegoś fajnego faceta w tej Francji?- Zaraz po zakończeniu szkoły blondyna wyjechała z rodzicami do Francji na tydzień. Dla mnie ten tydzień był straszny.
- niestety żaden nie był na tyle seksowy czy ładny żebym marnowała czas-
_ No tak. Zapomniałam że moja kochana Zoey ma bardzo wysokie wymagania- PrzewrĂłciłam oczami a ona wyszczerzyła się w uśmiechu. Cieszyłam się ze już wrĂłciła. Z nią było zawsze kupę śmiechu i zabawy.
- Doobra. . . to ktĂłry sklep zaliczamy jako pierwszy?-Chciałam zmienić temat.
- Może najpierw ten?- Wskazała mi wielki oszklony budynek. Na szybach wystaw widniały plakaty z informacjami o wyprzedażach.
-Ok- Szybkim krokiem skierowałyśmy się w stronę sklepu. W środku pachniało kwiatami i materiałami z ktĂłrych były robione ciuchy. Wszędzie wisiały ubrania na wieszakach. Popatrzyłyśmy się na siebie z wielkimi uśmiechami i rzuciłyśmy się w wir zakupĂłw. Obie nabrałyśmy masę ciuchĂłw i spotkałyśmy się przy przymierzalni. Zoey była pierwszą ktĂłra zaczęła przymierzać fatałaszki. Cwaniara była na tyle sprytna ze wzięła ze sobą swĂłj nowiutki, rĂłżowy aparacik.
-Porobimy sobie zdjęcia, a potem zdecydujemy co kupimy dobra?- Widać było ze strasznie chce to zrobić. Kiwnęłam tylko głową na znak że się zgadzam. Zo aż podskoczyła z radości. Wzięła swoją stertkę i weszła do przymierzalni. Podczas gdy ona się przebierała, ja rozkminiałam jej aparat. Nawet nie zauważyłam że blondyna już wyszła.
-Ehm.- Spojrzałam na nią i uśmiechnęłam przepraszająco.
-wybacz.- Z lekkim uśmiechem wstałam z krzesełka i zrobiłam dziewczynie zdjęcie. Ta sesja zdjęciowa trwała ponad godzinę. Gdy już skończyłyśmy, wybrałyśmy to w czym wyglądałyśmy co najmniej słodko albo fajnie i poszłyśmy do kasy. Dziewczyna trajkotała o wszystkim co przyszło jej do głowy. Słuchałam jej z uśmiechem na twarzy od czasu do czasu jej potakując. Jak cholera mi brakowało tej stukniętej wariatki. Następny sklep ktĂłry odwiedziłyśmy był zapełniony rĂłżnej maści strojami kąpielowymi. Tam spędziłyśmy trochę mniej czasu. Zoey kupiła sobie czarne bikini w czerwone kwiatki, natomiast ja się skusiłam na strĂłj taki jakie nosze surferki. StrĂłj był niebieski a na spodenkach był piękny wzĂłr z gwiazdek. Przez prawie pĂłł dnia latałyśmy po sklepach w centrum miasta śmiejąc się i rozmawiając. W końcu obładowane siatkami poszłyśmy na plażę. Rozłożyłyśmy koc w dość ustronnym miejscu, ustawiłyśmy na nim torby, rozebrałyśmy się i poszłyśmy pływać. Jak tylko znalazłam się z blondyną w wodzie, ta zaczęła chlapać na mnie woda. Nie zostałam jej dłużna. Ze śmiechem zaczęłyśmy się wygłupiać jak małe dzieci. Miałam nadzieję ze spędzę te wakacje właśnie tak, w towarzystwie przyjaciĂłłki, śmiejąc się i wygłupiając. Gadałyśmy siedząc w wodzie gdy w pewnym momencie dostałam piłką plażowa w głowę. -O rany wybacz- OdwrĂłciłyśmy się jednocześnie i zobaczyłyśmy dwĂłch chłopakĂłw idących w naszą stronę. Obaj byli nie ziemsko przystojni. Jeden wysoki, miał blond włosy i miodowe oczy(jaki piękny kolor*.*). Ciało miał zabĂłjczo pięknie zbudowane. Drugi trochę niższy, miał czarne włosy i zielone oczy. Miał mniej umięśnione ciało od blondyna, ale też był niczego sobie. Ja jednak całą uwagę skupiłam na wyższym chłopaku. Było w nim coś takiego, coś co powodowało że wokĂłł jego osoby panowała dziwnie tajemnicza aura. Zoey dyskretnie szturchnęła mnie w bok.
-Nic nie nie stało- Wydukałam, podając niższemu piłkę. Uśmiechną się promiennie i słyszałam jak blondyna wciąga głośno powietrze do płuc. Byłam pewna ze on jest w stu procentach w jej stylu.
-To dobrze. aj zapomniałem się przedstawić. Jestem Cam a to- Pokazał na blondyna- Sebastian. miło nam- Uśmiechnął się lekko do mnie po czym wyszczerzył się do Zo. Ta odwzajemniła jego uśmiech i puściła mu zalotnie oczko.
-Cześć_-Sebastian uśmiechną się do nas po czym spojrzał na mnie. Mierzył mnie wzrokiem, a ja czułam się coraz bardziej zawstydzona. Cisze przerwała Zo.
- Nam rĂłwnież. Jestem Zoey. A to jest Emily- Wskazała ręką na mnie. Uśmiechnęłam się i powiedziałam cicho cześć.
-Ej macie ochotę na mecz wodnej siatkĂłwki?- Cam patrzyła się na Zoey jak zahipnotyzowany.
-Jasne ze tak. Prawda Emy?- Patrzyła na mnie błagalnym wzrokiem.
-Może być fajnie- Dziewczyna cieszyła się jak małe dziecko. Ustawiliśmy się i zaczęliśmy grać. Razem z blondyną śmiałyśmy się jak głupie. Chłopcy też byli weseli. Wiele razy było tak że Zoey "niby" przypadkiem wpadała na Cama. Podczas gry zauważyłam że słońce zaczęło już powoli zachodzić.
-Zo musimy już iść. Obiecałyśmy mojej mamie ze będę przed 19 w domu.- Dziewczyna spojrzała na mnie i pokiwała głową.
-Masz rację.- OdwrĂłciła się do chłopakĂłw- Musimy już iść.-
-Możemy was odprowadzić. Oczywiście jeśli chcecie- Uśmiechnął się figlarnie czarnowłosy. Razem z blondyną wymieniłyśmy porozumiewawcze spojrzenia.
-Zgoda- Wyszłyśmy z wody i zaczęłyśmy ubierać. Założyłam tylko spodenki. Jak ja się pakowałam to dziewczyna nadal była w rosole.
-Niezłe ciach z nich co nie?- Szepnęła mi do ucha.
-noo. nieźli są- Zamyśliłam się nad jej słowami. co prawda Cam był uroczy i w ogĂłle ale Sebastian był wyręcz boski. Był przystojny, seksowny i taki jakiś tajemniczy. O rany on był jak książę z bajki. Moje myślenie przerwał Cam.
-gotowe?-
-Ja tak-powiedziałam wieszając sobie torebkę na ramieniu i podnosząc torby z rzeczami.
-Ja też- Rzuciła Zo uśmiechając się wesoło. Wszyscy ruszyliśmy w stronę mojego domu. Blondyna i Cam szli z przodu pochłonięci rozmową. Z tyłu szłam ramie w ramię z Sebastianem. Po chwili chłopak przerwał panującą między nami ciszę.
- Ty i ta dziewczyna jesteście przyjaciĂłłkami?- wskazał brodą na Zo.
-Tak- Popatrzyłam na przyjaciĂłłkę i uśmiechnęłam się z lekkim rozbawieniem.
-Powiedz m,i jedno. . . jak ty z nią wytrzymujesz?- Zdziwiona tonem jego głosu, podniosłam na niego wzrok. PrĂłbował się nie roześmiać jak przyglądał się dziewczynie flirtującej z jego kumplem. Mimowolnie cicho zachichotałam.
- Czasami sama się zastanawiam.- Starałam się opanować śmiech.- Ale wiesz, jak chce to Zo potrafi być naprawdę mądrą i fajna osoba. gorzej jeśli w okolicy pojawia się jakiś słodki przystojniak. Wtedy dziewczyna traci resztkę rozsądku- Chłopak nie wytrzymał i parsknął głośnym śmiechem. Parka przed nami odwrĂłciła się i patrzyła na nas z niemym pytaniem.
- Spokojnie. Flirtujcie sobie dalej- Powiedział z rozbawieniem, a ja omal znĂłw nie zaczęłam się śmiać. Zo spaliła buraka, a Cam wyglądał na zakłopotanego.
-to było takie trochę. . . chamskie?- Powiedziałam zerkając na blondyna z ukosa.
-Serio? ja tak nie uważam- Udawał niewiniątko. Westchnęłam.
-Dobra niech ci będzie- Dałam za wygraną. Zaczęliśmy się wesoło śmiać.
-Emi. Już jesteśmy na miejscu.- podniosłam wzrok i stwierdziłam że dziewczyna ma rację. Za nią widać było mĂłj dom. Posmutniałam trochę. Miałam nadzieję ze będziemy mogli z Sebastianem sobie jeszcze pogadać. Westchnęłam zrezygnowana.
-No nic. To ja już będę szła.- podeszłam do blondyny i objęłam ją mocno.
_pa Zoey-
-Papa Emy. Spotkamy się jutro?- Zapytała odklejając się ode mnie. Uśmiechała się blado.
-Jasne jeśli mama się zgodzi to pewnie że tak.- Uśmiechnęłam się do Zo moim firmowym wesołym uśmiechem.
- to super. dobra na razie Emy i dobranoc.-
-papa-
-narka- Cała trĂłjka pożegnała mnie jednocześnie.
- papa- Uśmiechnęłam się do każdego po kolei. Zatrzymałam się na chwilę na Sebastianie. W kącikach jego ust czaił się słodki uśmieszek a w oczach tańczyły iskierki wesołości. OdwrĂłciłam się i poszłam do domu. Otworzyłam drzwi i od razu udałam się do pokoju, po drodze mĂłwiąc że wrĂłciłam.
Postawiłam torby na podłodze przy biurku i podeszłam do okna. widziałam jak Zo z chłopakami się oddal. Była pochłonięta rozmową z Camem. Sebastian szedł trochę z tyłu, trzymając ręce w kieszeniach spodni. Wyczuwając moje spojrzenie przystanął i odwrĂłciła się w stronę mojego domu. Nasze spojrzenia się spotkały. Chłopak uśmiechnął się promiennie i pomachał mi. Jego uśmiech zaparł mi dech w piersiach. Odmachałam mu z uśmiechem i usiadłam na łĂłżku. Do pokoju weszła moja mam. spojrzała na torby a potem na mnie i uśmiechnęła się.
- co wykończona zakupami?-
-I to jeszcze jak- Położyłam się na łĂłżku zamykając oczy.
- właśnie widać. Chciałam ci powiedzieć ze obiad jest gotowy.-Spojrzałam na mamę. uśmiechała się ze wspĂłłczuciem. wiedziała jaka Zo jest gdy wypuści się ją na zakupy.
- wybacz mamo ale nie jestem głodna. Zjadłyśmy na mieście z Zo.- Uśmiechnęłam się przepraszająco.
-Aha. Jesteś pewna ze nic nie zjesz?-
-Tak. Przepraszam-
-Nic się nie stało kochanie.-
-Dzięki za wyrozumiałość. Wiesz co ja się już położę.-
-Dobrze. dobranoc kochanie- wyszła z mojego pokoju zostawiając mnie sama. Przebrałam się w piżamę i położyłam się do łĂłżka. Leżałam na plecach i [patrzyłam w sufit. Nie wiem dlaczego, zaczęłam myśleć o Sebastianie. Był na prawdę uroczy. Rozmarzona nie wiedząc kiedy zasnęłam. Śniłam o blondynie.



Opis: <p>i co ja mam tu napisać?? sami to oceńcie:D</p>
Ocena: 5
Wizyt: 640
Dodał: Himeno098
Data: 23-05-2011 21:28:37
Kto głosował: Kircia (5)
Kircia | 2011-06-09 17:06:38
Nawet fajne, ale dość dużo błędów. Wiem, czepiam się i pewnie sama robię tyle błędów, no ale krytyka i wytykanie błędów pomaga. No, przynajmniej mnie. Na drugi raz wiem czego mam nie robić.
1
Aby pisac komentarze musisz się zalogować



Regulamin działu tworczosc użytkowników ( talenty) kliknij tu !