Serwis na sprzedaż, więcej informacji: https://allegro.pl/oferta/portal-kreskowka-pl-8024957983
ZALOGUJ SIĘ
  zapamiętaj mnie
Tytuł:
Serwis na sprzedaż, więcej informacji: https://allegro.pl/oferta/portal-kreskowka-pl-8024957983

Talenty » Talent literacki » Porwanie


    Wschodziło słońce, godzina w ktĂłrej Mira miała rodzić, zbliżała się nieubłaganie. Przy niej byli kapłan oraz jej siostra, gotowi by pomĂłc podczas porodu. Przed domem znajdowało się wielu mieszkańcĂłw wioski. Więkoszość z nich przybyła tu ze swoimi problemami, ktĂłre razem z wodzem chcieli rozwiązać. Byli też tacy, ktĂłrzy widząc tłum przyszli zobaczyć co się dzieje. Rozer nie pozolił jednak nikomu wejść do środka. Nie wyszedł też na zewnątrz by udzielić jakichkolwiek wyjaśnień. Siedział teraz przed oknem, patrząc na wulkan, znajdujący się niedaleko wioski. W pewnym momencie Rozer zauważył, że dym uchodzący z krateru przybrał formę czaszki. Nie wierząc w to co widzi przetarł oczy i spojrzał jeszcze raz. Czaszka zniknęła.


Po chwili z pokoju obok usłyszał krzyk Miry i jej siostry. Szybko wbiegł do środka. Zdążył jedynie zobaczyć szaty kapłana wychodzącego przez okno, po czym stracił przytomność.


  Gdy się obudził, zobaczył przed sobą Frongata.


- Co się tam stało, gdzie jest Mira i moje dziecko?! – wybuchnął Rozer. PrĂłbował wstać, lecz kapłan chwycił go za ramiona i przycisnął do łĂłżka.


- UspokĂłj się, zaraz ci wszystko wytłumaczę – Pozwolił wodzowi wziąć kilka głębszych oddechĂłw, po czym puścił go i kontynuował – Przepraszam za bezpośredniość, ale śpieszy mi się. Twoje dziecko zniknęło wraz z kapłanem, za to twojej żonie nic nie grozi, jest z nią moja cĂłrka. Rozer sprĂłbował się podnieść, lecz nagle zauważył, że stracił kontrolę nad ciałem.


-  Coś ty mi zrobił?! Nie mogę się ruszyć!


- Środek ostrożności. Zanim cokolwiek zrobisz muszę Ci powiedzieć wszystko czego udało mi się dowiedzieć.


- W takim razie streszczaj się bo muszę dorwać tego kapłana zanim ucieknie – warknął przez zaciśnięte zęby Rozer.


Frongat uprzejmnie odchrząknął po czym zaczął.


- Od twojej żony dowiedzałem się, że kapłan ktĂłry się przy niej znajdował nie jest tym, ktĂłrego o to prosiłeś. Ten prawdziwy jest w swoim domu i nigdy nawet nie słyszał o tym, że miał ci pomĂłc. To znaczy, że mamy problem. Ktoś od dłuższego czasu, prawdopodobnie od poznania przepowiedni, planuje przejąć wszystkie dzieci, ktĂłre się w tym roku narodzą. Musimy zastanowić się jak dotrzeć do zdrajcy i w jaki sposĂłb zabezpieczyć się przed przyszłymi atakami.


- Nie musisz się tym przejmować - odparł ze złowrogim, wręcz szalonym uśmiechem Rozer - WĂłdz wszystkim się zajmie. O tak, dorwę tego drania, ktĂłry porwał moje dziecko, a pĂłźniej rozerwę go na strzępy. Od teraz masz się w to nie mieszać, to nie jest sprawa dla kapłanĂłw, rozumiesz?


- Jak chcesz – rzucił Frongat – I tak mam ciekawsze rzeczy do roboty. Ale pamiętaj, jeśli zawiedziesz, cała wioska będzie w niebezpieczeństwie. TwĂłj paraliż za chwilę zniknie, powodzenia – powiedziawszy to kapłan wyszedł, a Rozer został sam na sam ze swoimi myślami.


   Po rozmowie z wodzem, Frongat wrĂłcił do domu. Na wejściu czekał na niego Brodok, trzymający kij.


- Dziadku, gdzie byłeś? – spytał zatroskany – Bałem się, że nie przyjdziesz.


- Musiałem załatwić pewną sprawę z wodzem, ale nie martw się, teraz mam już resztę dnia dla ciebie.


- Świetnie!  Zaczynajmy.


Po tych słowach Brodok szybko zaatakował Frongata kijem, celując w nogi. Nie zaskoczyło to kapłana. Szybko odskoczył, po czym podniĂłsł z ziemi kamień i cisnął nim w stronę wnuka. Ten zaś odbił go, a następnie ruszył w stronę rzucającego, gotowy do walki. Gdy się zbliżał, Frongat cofnął prawą nogę do tyłu, a lewą rękę wyciągnął przed siebie. Brodok, widząc to schylił się i trzymając kij w prawej ręce sprĂłbował udeżyć w pachę dziadka. Nie była to jednak udana prĂłba. Frongat, szybkim ruchem sparował atak, następnie uderzył otwartą dłonią prawej ręki w nos wnuka. Brodokowi popłyneły łzy, co kapłan wykorzystał by zakończyć walkę. Jednocześnie pociągnął Brodoka za ramię i delikatnie kopnął w piszczel, przewracając go.


- To była dobra walka – stwierdził uśmiechnięty Frongat, pomagając wstać wnukowi – Miałeś dobry pomysł, lecz brakuje ci szybkości.


- Wiesz, dziadku, kiedy stanę się silniejszy, wyzwę do walki Rozera i zostanę wodzem, żeby tata i mam nie musiali tak ciężko pracować – rzekł, ocierając łzy chłopiec.


- Dobry pomysł, rodzice napewno się ucieszą. A teraz idź pobiegać. Zajrzę do domu i zaraz do ciebie dołączę.


Gdy Brodok odbiegał, Frongat przyglądał mu się uważnie.


- Mam nadzieję, że to co mĂłwisz, stanie się prawdą, byłbyś o wiele lepszym wodzem, niż ten stary dureń – powiedział, jakby do siebie kapłan.


   Pięć dni po zaginięciu dziecka, Rozer wciąż się nie poddawał i prowadził działania w tej sprawie, zaniedbując przy tym swoje obowiązki. Mieszkańcy, ktĂłrzy chcieli się go poradzić byli odprawiani z niczym. Spowodowało to niemały chaos. Ludzie zaczęli działać na własną rękę, a wĂłdz z każdym dniem tracił swĂłj autorytet. Lecz Rozer nie zwracał na to uwagi. Całe dnie spędzał poza wioską, szukając kryjĂłwki zdrajcy.


Teraz właśnie znajdował się w lesie, oddzielającym wioskę od wulkanu. Szedł przed siebie, trzymając swĂłj ogromny, czarny miecz. Miał złotą rekojeść oraz czerwony kryształ na końcu. Było to ostrze przekazywane wodzom od setek lat, dar od boga dla wioski, ktĂłra służyła mu wiernie od początkĂłw jej istnienia.


Idąc tak, Rozer zauważył, że za drzewem, sto metrĂłw dalej stoi się jakaś postać ubrana w płaszcz, jaki zwykli nosić kapłani w wiosce. Gdy Rozer się do niej zbliżał, uderzyła w drzewo dłonią, przewracając je w jego stronę, po czym zaczęła uciekać. WĂłdz odskoczył szybko przed upadającym obiektem, także przyspieszając, by dogonić człowieka w płaszczu.


Rozer, wiedział, że to spotkanie nie odejdzie się bez walki. Wyciągnął więc przed siebie lewą rękę. WokĂłł dłoni powietrze zrobiło się gorące, a skĂłra wydawała się parować. Przez chwilę wpatrywał się uważnie w płaszcz uciekającego, po czym krzyknął:


- Płoń!


Płaszcz natychmiast się zapalił. Zmusiło to podejrzaną postać do zwolnienia i zrzucenia ubrania, co Rozer wykorzystał by zakończyć pościg. Z mieczem przed sobą rzucił się na przeciwnika. Ten jednak zdąrzył zrobić unik, po czym zza pasa wyciągnął toporek. Trzymał go przed sobą, lecz bał się zaatakować. Ręce wręcz trzęsły mu się ze strachu. WĂłdz zauważył to i opuścił swą potężną broń. Dopiero teraz miał okazję przyjrzeć się oponentowi. Był to młody chłopiec o długich, czarnych włosach. Miał wychudzoną twarz oraz podarte ubranie.


- Dlaczego przede mną uciekałeś?


- Z daleka wyglądał pan jak bandyta – odparł cicho chłopiec.


- Rozumiem, a skąd masz ten płaszcz?


- Znalazłem go za lasem, kilka...


- Zaprowadź mnie tam – przerwał mu Rozer, po czym dodał szybko – Za twą pomoc czeka cię nagroda.


Po przebyciu kilkuset metrĂłw wydostali się z lasu, przed nimi pojawiły się wielkie pola zastygniętej magmy, a dalej wyrastał aktywny od tysięcy lat wulkan. Chłopiec zatrzymał się przed białym drzewem.


- Wisiał tutaj – powiedział, wskazując na nie palcem.


- Czy widziałeś tu kogoś, kiedy go znalazłeś?


- Nie, ale wydaje mi się, że słyszałem płacz dziecka.


- Gdzie, z ktĂłrej strony?! - krzyknął Rozer, lecz po chwili opanował się


- Jestem pewien, że płacz dochodził od strony wulkanu.


- A więc tam skrył się ten przeklęty oszust! Dobrze, zostań tutaj – polecił chłopcu – Kiedy wrĂłcę, otrzymasz swoją nagrodę.


Rozer co tchu pobiegł w stronę wulkanu. Był to pierwszy dzień od porwania, kiedy w sercu wodza zajaśniała nadzieja odzyskania utraconego dziecka. W pewnym momencie zwolnił i odwrĂłcił się w stronę chłopca. To dziwne, pomyślał, jednym uderzeniem przewrĂłcił drzewo.. Rozmyślając nad tajemniczym dzieckiem dotarł do podnĂłży wulkanu, zwanego Chruses, na cześć boga czczonego przez wioskę. Rozejrzał się i zauważył, że, zza magmowej skały, stojącej kilkadziesiąt metrĂłw od niego unosi się dym. Wyciągnął miecz i zbliżył się powli. Za masą magmy paliło się ognisko, a obok leżały kości jakiegoś zwierzęcia. Nad ogniem piekły się kolejne kawałki mięsa. Gdy Rozer zbliżał się do obozu, jego oczom ukazał się trzymający dwa miecze mężczyzna.


- Witaj, czy nie...


WĂłdz nie zdołał jednak dokończyć, przed jego twarzą błysnęło ostrze miecza, raniąc go lekko w twarz. Dołem nadchodziło kolejne uderzenie, lecz Rozer zdołał go uniknąć. Złapał swĂłj miecz oburącz, po czym ruszył przed siebie z furią. Zalewał przeciwnika uderzaniami, ktĂłre tamten ledwie blokował. Meżczyzna zmuszony był cofać się za każdym razem, gdy Rozer go atakował. Nagle jedną nogą wstąpił na ognisko. Zdezorientowany podskoczył, co Rozer wykorzystał, uderzając łokciem i przewracając go. WĂłdz przyłożył miecz do gardła pokonanego, lecz nagle poczuł, że ktoś go obserwuje. OdwrĂłcił się i zobaczył czarnowłosego chłopca. Mężczyzna wykorzystał to by odtoczyć się na bok i wstać.


- Przepraszam za spĂłźnienie. Myślałem, że dłużej wytrzymasz – Powiedział wesoło.


Rozer, rozumiejąc, że znalazł się w pułapce, zmienił pozycję tak, by widzieć obu przeciwnikĂłw. Następnie dotknął dłonią płazu swego miecza i szepnął coś pod nosem. Ostrze rozbłysło czerwonym światłem.


- Magiczny miecz, co? – Mruknął chłopiec, wyciągając swĂłj toporek – Widzę, że nie zamierzasz się łatwo poddać.


- Przed walką powiedz mi tylko jedno dzieciaku, czy brałeś udział w porwaniu? – Zapytał, trzęsący się ze złości Rozer.


- Ha! Skąd takie założenia? – Odparł, stojący obok, mężczyzna – Może poprostu chcemy cię okraść?


Nagle, z wnętrza magnowej skały rozległ się płacz dziecka. To spowodowało, że Rozer starcił resztki opanowania. Wkroczyła w niego bestia. Najpierw rzucił się na mężczyznę. SprĂłbował ciąć go w ramię, lecz na swojej drodze znalazł miecz. Ostrze Rozera odbiło się, lecz wĂłdz szybko odzyskał rĂłwnowagę. Tym razem wyprowadził proste pchnięcie, ktĂłre przeciwnik w ostatniej chwili zdążył sparować. Rozer nie miał już czasu na kolejny atak gdyż zbliżał się do niego chłopiec. Odskoczył w stronę ogniska i pozwolił, by porywacze zbliżyli się do niego. Gdy się przed nim  znaleźli, spojrzał na ogień i cofnął się o kilka metrĂłw. Płomienie rzuciły się w stronę atakujących. Chłopiec, wiedząc, że Rozer zna magię, uniknął ataku, lecz mężczyzna stanął w płomieniach.


- To twĂłj koniec dzieciaku – powiedział Rozer, zbliżając się w stronę chłopca – TwĂłj przyjaciel nie jest już zdolny do walki, a sam mnie nie pokonasz. Poddaj się, a daruję ci życie.


- Nie masz pojęcia jak bardzo się mylisz, Rozerze – Odparł czarnowłosy – Tak długo jak bogowie są po mojej stronie, nic mi nie możesz zrobić.


Po tych słowach płonący jeszcze mężczyzna rzucił w stronę chłopca jeden ze swy mieczy. Rozer uśmiechnął się, następnie uderzył lekko w broń przeciwnika, a ta złamała się. Chłopiec, nie rozumiejąc co się stał, zamarł w bezruchu.


- Nawet bogowie nie uchronią cię przede mną – stwierdził triumfalnie Rozer, po czym zranił chłopca w twarz.


Nagle poczuł silny bĂłl w nadgarstku. Spojrzał na lewą rękę, po czym z przerażeniem zauważył, że po rękawie cieknie mu obficie krew. Chłopiec podniĂłsł się. Włosy zasłaniały mu twarz, pokazując jedynie lewe oko. Jego spojrzenie przeszywało Rozera. WĂłdz całkowicie stracił kontrolę nad sytuacją. OdwrĂłcił się, po czym co sił w nogach pobiegł w stronę lasu. Po przebyciu kilkuset metrĂłw zaryzykował odwrĂłcenie się. To co zobaczył przeraziło go jeszcze bardziej. Mężczyzna, poparzony na całym ciele, trzymał teraz na rękach jego dziecko, a chłopiec, na całej twarzy pokryty krwią, wciąż patrzył w jego stronę, machając do niego jego własną, straconą kilkadziesiąt sekund temu dłonią.




Opis: <p>Druga rozdział książki(jeśli nie czytałeś/aś pierwszego rozdziału to możesz nie ogranąć tego :] ) czekam &nbsp;na komentarze i wytyczenie błęd&oacute;w :]</p>
Ocena: 0
Wizyt: 1426
Dodał: vampy8
Data: 07-08-2012 22:06:36
Kto głosował: Brak danych
-Hellsing- | 2012-08-27 22:08:57
Troche dziwny koniec walki ale sama walka niezwykle wciagająca ogolnie mi sie podoba całosc troche to podobne stylowo 07-Ghost ale tylko troche ; d , fajnie czekam na koljną czesc
1
Aby pisac komentarze musisz się zalogować



Regulamin działu tworczosc użytkowników ( talenty) kliknij tu !