ZALOGUJ SIĘ
  zapamiętaj mnie
Tytuł:

  Jeśli nie masz jeszcze własnego profilu w serwisie to wejdź na pokład i dołącz do Nas - założ konto teraz ! Nie czekaj i wejdź na Fanpage KreskowkaPL


Talenty » Talent literacki » "Kości zostały rzucone"

Obudziłam się tak jak zwykle- o wschodzie słońca. Nie otwierałam jeszcze oczu. Chciałam wsłuchać się w to, co dzieje się na zewnątrz. Szum wodospadu w oddali i odgłos czyichś skrzydeł uderzanych w powietrzu to jedyne dźwięki, które usłyszałam. Po za nimi panowała całkowita cisza. Przewróciłam się na bok, chcąc pozostać jeszcze chwilę w łóżku i rozeznać się w sytuacji. No tak. Miałam dziś dzień wolny. Wykłady z Historii Świata Ludzkiego mi dzisiaj nie groziły. Odetchnęłam z ulgą. Po wczorajszym, kilkugodzinnym wystąpieniu Pana Gorch’a na temat, niepojętego dla mnie, barbarzyństwa ostatnich tysiącleci, wolałam oswoić się nieco ze świeżo zdobytymi informacjami.
Dotknęłam stopami nagrzanej ziemi. Poczułam lekkie ukłucie w stopę, jednak ból nie nadszedł. Nie zdziwiło mnie to. Moja skóra była zbyt gruba i zbyt twarda, by przebił się przez nią jakiś marny kamyczek. Stojąc, przeciągnęłam się i usłyszałam, jak przeskakują mi kości. Lubiłam to uczucie. Wyszłam na zewnątrz do mojego skromnego ogródka i podeszłam do linki na pranie, gdzie znajdowały się wszystkie moje ubrania. Szybkim ruchem nałożyłam na siebie obcisłą, ciemnozieloną bluzkę, zakrywającą jedynie piersi i górna partię brzucha, oraz obcisłe spodenki. Potem podeszłam do miejsca, gdzie rosły w ziemi przepyszne, sycące burgany. Wyciągnęłam dwie, sporej wielkości bulwy. Były słodkie w smaku, natomiast ich długie liście twarde i chrupiące. Jedząc, zbliżyłam się do rzeki. Nachyliłam się i zobaczyłam swoje odbicie, takie samo od 20 lat- odkąd przybyłam na Ziemię.
Gęste, ciemne włosy bujnie odstawały na wszystkie strony. Uniosłam rękę i starałam się doprowadzić je nieco do porządku, jednak moje długie pazury nieco mi to utrudniały. Gdy stwierdziłam już, że moja fryzura jest znośna, przykucnęłam i nabrałam trochę wody w usta. Była bardzo ciepła, gdyż słońce nieprzerwanie świeciło już od jakichś 2 miesięcy, nie pozwalając na ingerencję deszczu. Przyjrzałam się swoim zębom. Jak zawsze były lśniące i całkowicie białe. Mnie jednak interesowały moje kły. Miałam wrażenie, że są nieco dłuższe niż kilka dni temu. Z pewnością miały już ponad 2 cm. Uśmiechnęłam się do siebie. Podejrzewałam, że mam już teraz najdłuższe kły w okolicy, a one nadal rosły. Moje fioletowe oczy zaświeciły się w ekscytacji.
Odwróciłam się i przeszłam kilka kroków na niewielką polanę, by móc wreszcie rozprostować skrzydła.
Rozłożyły się z dużą szybkością, która często mnie samą zaskakiwała. Stałam jeszcze przez chwilę, podziwiając ciemnozielone łuski, pokrywające zewnętrzną stronę. Natomiast ich wnętrze pokrywała chropowata, jednak delikatna skóra, którą mogłam się ogrzać w razie potrzeby. Z wyglądu przypominały nieco skrzydła dawnych ssaków, tzw. nietoperzy. Moje jednak były nieproporcjonalnie duże i szerokie względem mojego ciała.
Nagle zawiał silny wiatr i mimowolnie uniosłam się do góry na wysokość kilkudziesięciu metrów. Spojrzałam w dół na moją skromną, drewnianą chatkę i otaczający ją las. Cieszyło mnie, że postanowiłam żyć samotnie, na odludziu. To sprawiało, że czułam się wolna. Wreszcie uderzyłam skrzydłami w powietrzu, wzbijając się jeszcze wyżej.
Skierowałam się na południe, w moje ulubione miejsce. Lubiłam spędzać tam czas, rozmyślając. Nikt nigdy tam nie przychodził, więc uważałam to za moja kryjówkę, znaną tylko mnie. Zanim się obejrzałam, pokonałam połowę drogi do celu. W pewnym momencie usłyszałam, że ktoś mnie woła. Głos dochodził z oddali, jednak byłam pewna, że to swoje imię słyszałam. Odwróciłam się i zobaczyłam białą kropkę w oddali. Zaśmiałam się. Sterp. Jego słabe skrzydła gryfa nie nadążały za moimi. Widziałam, jak bardzo stara się mnie dogonić. Zwolniłam nieco, jednak nadal nie pozwalałam mu się za bardzo zbliżyć. Niech się trochę pomęczy.
-Ryuu! Zaczekaj!- krzyczał za mną wyraźnie zdyszany.
Przeleciałam jeszcze kilkanaście metrów, aż wreszcie postanowiłam ulitować się nad nim. W końcu to nie jego wina. To ja byłam nadzwyczaj silna i szybka. W okolicy nie było nikogo, kto mógłby mi dorównać. Cóż, w promieniu setek kilometrów tylko ja miałam Temperament Smoka.
Po minucie dołączył do mnie. Jego białe włosy były przepiękne. Sięgały mu do ramion, a wiatr tarmosił je na wszystkie strony. Natomiast jego śnieżne, gryfie skrzydła, pełne różnorodnych piór, poruszały się z niesamowita gracją.
-Lecę za tobą już od jakiś 10 minut- powiedział, nadal dochodząc do siebie, ciężko dysząc.- Nie musiałaś tak pędzić. Dokąd się tak śpieszysz?
-No proszę. I mówi to facet, z którym trzeba się umawiać na spacer z tygodniowym wyprzedzeniem.
-Bez przesady- uśmiechnął się, wyczuwając w moim głosie ironię.- Po prostu ostatnio byłem nieco zajęty. Pomagałem w budowaniu nowej osady, a sama wiesz, ile to czasu pochłania. Ale na szczęście, już skończyłem. Jakie masz plany na wieczór?
Jego pytanie mnie zaskoczyło.
-Bo wiesz, pomyślałem, że może wpadłabyś do mnie- powiedział i z uśmiechem puścił do mnie oczko.
Poczułam rumieniec na twarzy. Sterp był miłym facetem, ale o 30 lat ode mnie młodszym. Zresztą, nie szukałam jeszcze partnera. Kilka tygodni temu skończyłam swoje 74 urodziny. Nadal byłam bardzo młoda i stały związek to nie to, czego teraz oczekiwałam.
W odpowiedzi jedynie uderzyłam go ogonem o skrzydło. Zaśmiałam się, kiedy stracił równowagę i opadł kilka metrów w dół. Zaraz jednak zajął miejsce obok mnie.
-Hej, tylko żartowałem! Nie musisz mnie zaraz bić!- powiedział, z udawanym gniewem.- A tak swoją drogą, to nadal nie odpowiedziałaś mi, dokąd lecisz? Może chcesz się ze mną wybrać w góry? W ciągu ostatnich tygodni naszła mnie straszna ochota na ucieczkę przed lawinami. Dawno już dobrze się nie bawiłem.
Mogłam się tego spodziewać. Sterp i ta jego odwaga. Oczywiście, nie chodzi o lawiny. Z nimi można mieć dużo zabawy, zwłaszcza, jeżeli któryś ze znajomych zakopie się kilkanaście metrów pod ziemią. Jednak, było to też dosyć niebezpieczne, gdyż w górach mieszkały Chimery. Było tam pełno jaskiń, które mogły zająć.
Westchnęłam. Wiedziałam, że i tak nie wybije mu tego pomysłu z głowy. Sterp bywał bardzo uparty. Dlatego postanowiłam zmienić temat, gdyż nie było sensu dalej o tym dyskutować.
-Sterp, wiesz może, czy Toshi przeszedł już metamorfozę? Ostatnio wszystko go bolało i dziwnie się zachowywał.
-Spokojnie, Ryuu, niepotrzebnie się martwisz. Dzieciakowi nic nie będzie. Metamorfoza zawsze jest ciężka. Ja przez miesiąc chodziłem osowiały, aż w końcu przestałem wychodzić z łóżka. Myślałem, że umrę.
Jego słowa przypomniały mi moją przemianę. Tak, to było coś okropnego. Pamiętam niewyobrażalny ból pleców kiedy zaczęły wyrastać mi skrzydła. Na samą myśl przeszły mnie ciarki.
-Masz rację, za bardzo się martwię. Na pewno da sobie radę.
Nagle poczułam wielki niepokój . Nie ze względu na Toshi’ego. To było coś innego i czułam to pierwszy raz. Zaczęłam się nerwowo rozglądać we wszystkich kierunkach. Sterp zauważył moje zdenerwowanie.
-Co się stało? Dlaczego nagle tak dziwnie się zachowujesz?- zapytał zaniepokojony i także się rozejrzał.
-To… to nic. Muszę już lecieć. Uważaj na Chimery.
Oddaliłam się zanim zdążył mnie zatrzymać. Nie chciałam, żeby zaczął zadawać pytania, na które nie byłam w stanie odpowiedzieć. Leciałam bardzo szybko, chcąc dotrzeć wreszcie do celu.
Po paru minutach zobaczyłam znajomy widok. Długa kotlina rozciągała się na wiele kilometrów. Chwilę potem odnalazłam wzrokiem jaskinię ukrytą pośród drzew na urwisku. Las był tu bardzo gęsty. Lądowanie jak zawsze sprawiło mi nieco trudu na niewielkiej przestrzeni przed grotą. Jednak gdy tylko dotknęłam stopami ziemi poczułam chwilową ulgę. Byłam w swojej kryjówce- tu nikt nie będzie mi zawracał głowy. Mimo to nadal coś czułam, i to jeszcze bardziej niż podczas rozmowy ze Sterpem.
W pewnym momencie poczułam zapach spalenizny. Rozejrzałam się i zobaczyłam, że z kotliny unosi się dym. Podeszłam do krawędzi urwiska, by zobaczyć, co się stało. Gdy spojrzałam w dół miałam ochotę krzyknąć, ale żołądek podszedł mi do gardła i nie byłam w stanie nic powiedzieć.
W dole majaczyła sylwetka Smoka. Młodego, rozwścieczonego Smoka. Miał kilkanaście metrów wysokości. Jego skóra, pokryta łuskami, była ciemnobrązowa, jednak końce skrzydeł i ogona miał całkowicie czarne. Jego pazury były ostro zakończone i pozostawiały głębokie ślady, gdy ten wbijał je w suchą i twardą ziemię. Co jakiś czas zionął ogniem z pyska w stronę wysuszonych krzaków. Wychyliłam się jeszcze bardziej, nie rozumiejąc całej sytuacji. Co ten smok tutaj robił? I dlaczego za cel obrał sobie jakieś marne rośliny? No i przede wszystkim, dlaczego jest taki wściekły?
Nagle z krzaków wybiegła jakaś postać. Biegła dosyć wolno, zwłaszcza że Smok ją zauważył i popędził za nią. Obcy wbiegł w wąska szczelinę, do której Smok nie miał dostępu. Zdenerwowany, zaczął zionąć w nią ogniem.
Nagle poczułam, że muszę pomóc tej osobie. Szczelina była bardzo niewielka. Nie było możliwości, żeby mógł stamtąd uciec. Lada chwila zostanie spalony, albo Smok pazurami wydrapie sobie do niego dojście. Skoczyłam z urwiska i zanurkowałam, nie wiedząc, co robić dalej. To był mój pierwszy kontakt ze Smokiem. Jako, że miałam Temperament Smoka, były mi one częściowo posłuszne. Nie miałam jednak pewności, czy potrafię zapanować nad młodym Smokiem. Delikatnie wylądowałam na jego grzbiecie. Nie wyczuł mnie. Podczołgałam się bliżej jego głowy. W ostatnim momencie zdążyłam się chwycić jego uszu, gdy gwałtownie poderwał łeb w górę. Zaraz jednak wrócił do przypalania swojej ofiary. Musiałam się śpieszyć.
Instynktownie wiedziałam, co powinnam robić. Rozwinęłam swoje skrzydła i powoli zaczęłam zasłaniać jego żółte ślepia. Gdy już całkowicie je zasłoniłam, Smok przestał zionąć ogniem i teraz próbował mnie zrzucić. Ja jednak nie dawałam za wygraną. Podciągnęłam się bliżej jego uszu i zaczęłam mówić do niego spokojnym głosem.
-Zostaw. Odejdź. Jego już tam nie ma.
Smok jeszcze chwilę próbował mnie zrzucić, jednak instynkt kazał mu usłuchać mojego rozkazu. Uspokoił się i zaczął przygotowywać się do odlotu. Zeskoczyłam szybko, lądując tuż przed szczeliną. Dopiero gdy Smok zniknął za lasem, postanowiłam się odezwać.
-Możesz już wyjść. Odleciał.
Brak odpowiedzi. Czekałam minutę, aż w końcu usłyszałam, że ktoś się ruszył. Odwróciłam się, by zobaczyć, kto to. Może go znałam? Ale to, co zobaczyłam, wstrząsnęło mną jeszcze bardziej niż widok smoka. Najpierw zobaczyłam niepewnie wychylającą się głowę, później ukazał się tułów. Zrobił parę kroków moją stronę. Na ciele zostały strzępki ubrania, większość skóry była poparzona i podrapana. Nie miał jednak ogona ani skrzydeł. Żadnych rogów, pazurów, nawet kłów. Nic, co wskazywałoby na to, jaki ma temperament.
Nic dziwnego. Moim oczom ukazał się człowiek.
Instynktownie odskoczyłam do tyłu kilka metrów. Szybko rozeznałam się w sytuacji. Był sam. Mężczyzna. Przeliczając na ich wiek, miał może z 40 lat. Poszukałam wzrokiem jakiś dziwnych przedmiotów przy jego ciele. Nie miał nic przy sobie. Nieco się rozluźniałam. Dobrze pamiętałam historie o tym, jak strasznymi broniami dysponowali ludzie. Dawniej żyjące na tej planecie zwierzęta zabijali jednym strzałem. Nie wiadomo było, co mnie mogłaby taka broń zrobić.
Przyjęłam obronną pozycję, w razie gdyby nagle się na mnie rzucił. Był bardzo umięśniony i wzrostem dorównywał prawie mnie. Mimo to na jego twarzy malował się strach. Zupełnie tak jakbym to ja chciała go zaatakować.
-Wiedz, że nie dam ci się tak łatwo zabić, potworze!- powiedział drżącym głosem.
Osłupiałam. Nie chciałam go zabijać. To ja tutaj się bałam. Nadal nie byłam przekonana, czy czegoś nie chowa za plecami albo nie ukrył w szczelinie. Dlaczego więc myślał, że chce go pozbawić życia?
Poruszył się. Próbował wycofać się do jamy. Gdy tak na niego podejrzliwie patrzyłam, przypomniało mi się, jak barbarzyńscy i przebiegli potrafią być ludzie. Uświadomiłam sobie, że faktycznie, musiałam go zabić. Był niebezpieczny dla mnie, dla moich znajomych. Musiałam się go pozbyć. Jednak chciałam jeszcze z nim przez chwilę porozmawiać. Ciekawiło mnie, jak zdołał przetrwać tak długo w ukryciu. Byliśmy na Ziemi już od 20 lat. Dużo czasu zajęło nam doprowadzenie jej do porządku po tym, jak wbiła się w nią o połowę mniejsza kometa. Nie sądziłam, że taką katastrofę mogli przeżyć ludzie. Co prawda słyszałam, że budowali głęboko w ziemi schrony i gromadzili jedzenie na taką ewentualność. Ale… Wolałam się upewnić.
-Hej ty! Dlaczego mnie nie atakujesz?! Nie myśl sobie, że pokonasz mnie bez walki!- krzyknął w moją stronę, przerywając moje rozważania.
-Chciałabym cię o coś zapytać.-odpowiedziałam spokojnym głosem.
-Dlaczego myślisz, że chcę z tobą rozmawiać?!-wrzasnął do mnie.- Jesteś potworem, który zabił moją rodzinę i zniszczył moją planetę!
Ogarnęło mnie nagłe wzburzenie. Czy wszyscy ludzie naprawdę byli tacy zachłanni i myśleli, że cała planeta jest dla nich? Przecież obok nich przez tysiące lat żyły setki, a nawet tysiące innych gatunków zwierząt. Dlaczego myśleli, że zagarnęli sobie całą Ziemię dla siebie?
-Co powiesz na małą wymianę? Ty udzielisz mi odpowiedzi na kilka pytań, a ja udzielę odpowiedzi na twoje pytania.
Widocznie go to zaskoczyło. Nie tego się po mnie spodziewał. Zapewne uważał mnie za dziką bestię, gotową rzucić mu się do gardła. Co za ironia.
-Niech będzie, i tak nie mam nic do stracenia, a jest kilka rzeczy, które cholernie mnie ciekawią-powiedział po krótkim namyśle.
-Więc pytaj.
-Dlaczego my? Dlaczego zniszczyliście akurat naszą planetę?! Czym wy w ogóle jesteście?!
-Nie mamy nazwy na swoją rasę. Ty nazwałeś mnie „potworem”. Z pewnością znaleźliby się i tacy, którzy nazwaliby nas „kosmitami” czy „dziwolągami”. Te określenia nie są jednak nawet zbliżone do naszej prawdziwej natury. My nie jesteśmy potworami-to wy byliście. Po za tym mylisz się sądząc, że zniszczyliśmy waszą planetę. Podróżujemy po kosmosie i zaczynamy życie na coraz to innych planetach. Waszą obserwowaliśmy już od dawna. Jednak nie chcieliśmy was atakować. Zabijanie nie leży w naszej naturze.
-Nie kłam! Na własne oczy widziałem, jak zabijaliście tych, co ocaleli!
-Zabijamy kiedy to konieczne, jednak bardzo tego nie lubimy. Po katastrofie to my zasiedliliśmy się na tej planecie. To, że spotkaliśmy jakiś ocalałych z twojej rasy, było dla nas wielkim zaskoczeniem. Musieliśmy ich zabić. Dysponowali bronią, która mogłaby nas uśmiercić.
-A skąd wzięły się na Ziemi te wszystkie cholerstwa?!
-Masz na myśli Smoki, Hybrydy, Gryfy i inne stworzenia? Przyleciały za nami.
-Jak to przyleciały za wami?
-Normalnie. W mojej rasie każdy ma częściową władzę nad którymś stworzeniem. One to wyczuwają i za nami podążają, jak za przewódcą stada.
-Czyli to nie wy sprawiliście, że ta kometa uderzyła w Ziemię?
-Tak. My tylko nie zrobiliśmy nic, żeby temu zapobiec.
-Dlaczego?! Dlaczego na to pozwoliliście?!
-Wystarczy, teraz kolej na moje pytania. Chciałam się dowiedzieć… Jak? Jak zdołałeś przeżyć? Przez tyle lat… jak ci się to udało? I dlaczego gonił cię ten Smok? Nie wyglądasz na takiego, co drażniłby Smoki dla zabawy…
-No dobrze. Niech ci będzie. Hmm… No cóż, zacznę od początku. Razem z innymi ludźmi zostałem umieszczony w schronach. Byli tam tylko ci, co mieli największe szanse na przeżycie. Ale po kilku latach zaczęło się kończyć jedzenie i w bójkach zginęła większość z nas. W końcu, postanowiliśmy wyjść na zewnątrz. Podróżowaliśmy przez wiele lat. Ja chodziłem z paroma innymi osobami, ale zginęli po drodze…-przerwał na chwilę.- W końcu doszedłem tutaj. Schowałem się na noc w jednej z pobliskich jaskiń. Rano poszedłem rozejrzeć się po niej i zobaczyłem, jak leży tam Smok. Na nieszczęście, on zobaczył też mnie. Potem zjawiłaś się ty.
No tak, wchodzenie do jaskini w taką pogodę nie było zbyt mądrym posunięciem. Smoki nie cierpiały upałów. Chowały się wtedy do jaskiń i jam, zasypiając, aż nie poczuły, że na zewnątrz się ochłodziło. Ten człowiek widocznie musiał go obudzić.
Zastanowiłam się, czy mam jeszcze jakieś pytania. W sumie to jedyne co chciałam się dowiedzieć. Jego obecność mnie przerażała i nie chciałam już tego przedłużać.
-To chyba wszystko, co chciałam wiedzieć-powiedziałam.
Drgnął.
-Dobrze, miejmy to już z głowy- odrzekł. Jego głos wydawał się być opanowany, ale usłyszałam w nim nutkę strachu.
Przyjęłam pozycję do walki. Jedyne moje doświadczenia w walce opierały się na kilku starciach z Chimerami i jedną potyczką z Hybrydą. Nie wiedziałam, jak sobie poradzę z człowiekiem. Jednak gdy bliżej przyjrzałam się jego ciału, stwierdziłam, że jest ono dosyć wątłe. Wyobraziłam sobie, jak kruche muszą być jego kości. Mimo, iż w swojej rasie był zapewne człowiekiem o bardzo dobrej budowie ciała, przy mnie nie miał szans. Dlatego zaskoczyła mnie jego wola walki.
Zaatakował pierwszy, jednak jego kroki były dla mnie tak powolne, że z łatwością zrobiłam unik i uderzyłam go ogonem w plecy, powalając na ziemię. Zobaczyłam, jak miejsce, gdzie uderzyłam czerwienieje. Zaskoczyło mnie to. Czyżby był aż tak słaby? Zdawało mi się, że w mój atak włożyłam niewiele siły.
Podniósł się i już szykował na mnie drugie uderzenie, które także się nie powiodło. Przykucnęłam i uderzyłam go nogą w brzuch. Uderzenie było tak silne, że wyrzuciło go w powietrze i upadł kilka metrów dalej. Próbował wstać, ale mu się nie udało. Podeszłam do niego. Leżał w niewielkiej kałuży krwi. Spływała mu także z kącików ust. Zobaczyłam, że ma jakieś niewyraźne oczy. Walczył z utratą przytomności.
-Przynajmniej próbowałem walczyć-powiedział, niemal się uśmiechając.- Opiekujcie się dobrze Ziemią. My nie potrafiliśmy.
Chwilę potem zemdlał. Jego ostatnie słowa mnie wzruszyły. Może jednak ludzie nie byli taką złą rasą? Ostatecznie, potrafili przyznać się do błędu. Poczułam, że oczy mi wilgotnieją. Szybko je otarłam i kucając, ścisnęłam jego rękę.
-Nie martw się-wyszeptałam, wiedząc, że i tak mnie nie usłyszy.- Dobrze się nią zajmiemy. Wy dostaliście szansę i ją zmarnowaliście. Teraz nasza kolei.
Po tych słowach siedziałam z nim tak długo, aż jego serce przestało bić.


Opis: Proszę o porady :D
Ocena: 9
Wizyt: 550
Dodał: karcia53
Data: 06-02-2011 18:38:12
Kto głosował: rex1999 (10), old-shatterhand (8), Lisia (7), Pati999 (10), KrzywaGira (7)
rex1999 | 2011-02-20 16:02:47
O.o co za wiersz daje 1 i zero (10!)
Pati999 | 2011-02-09 14:02:54
spoko podobają mi sie takie historie
1
Aby pisac komentarze musisz się zalogować



Regulamin działu tworczosc użytkowników ( talenty) kliknij tu !